środa, 9 marca 2016

Druga rocznica bloga!

Witajcie!
Nigdy nie spodziewałam się, że uda mi się tyle prowadzić jednego bloga i z niego nie zrezygnować.
Od założenia minęło 730 dni, a w tym czasie na blogu pojawiło się:
– 42 tysiące 529 wyświetleń,
– 580 komentarzy,
– 55 obserwatorów,
– 21 rozdziałów,
– 105 polubień na facebooku.
Mogę powiedzieć jedynie: wow. 

Nawet pomimo tego, że ostatnio nie goszczę tu zbyt często z powodów zbliżającej się matury, Stop Dreaming zajmuje w moim sercu specjalne miejsce. Zajmowało, zajmuje i będzie zajmować! 
Pisząc, poznałam wspaniałych ludzi, spędziłam niezliczoną ilość nocy nad laptopem, dzieląc się z Wami swoją pasją, ale przede wszystkim szlifowałam swoją znajomość języka. Zdaję sobie sprawę, że to opowiadanie nie jest idealne. Ostatnio wzięłam się za czytanie początkowych rozdziałów i widząc wszystkie błędy aż głupio mi było się potem reklamować.
No cóż, obiecałam sobie, że po maturze przysiądę i je poprawię. I naprawdę mam nadzieję, że mi się to uda.
Ale dość mojego marudzenia. Ten post pojawia się tu z innego powodu!


PODZIĘKOWANIA

Jest kilka osób, którym chciałabym powiedzieć głośne: DZIĘKUJĘ. A są nimi:
Kathrine E. Kasiu, nie będę liczyć od kiedy jesteś ze mną, ale pomogłaś mi w wielu chwilach. Dopingowałaś, upraszałaś się o rozdziały, groziłaś, kiedy nie chciałam ich dodać, albo kiedy znowu skończyłam je w dziwnych miejscach. Ostatnio zostałaś określona mianem Elitarnej Znawczyni Fabuły, a ja mogę jedynie potwierdzić te słowa. (No, chociaż fabuły SD nie zna nikt i raczej szybko jej nie pozna :*)
Moony. Kochana Muni! Pamiętam Twoje komentarze pod pierwszymi rozdziałami. Możesz śmiało twierdzić, że przyczyniłaś się do mojego sukcesu – tylko one dawały mi siłę na dalsze pisanie. Miałaś kilka blogów i kilka razy zaczynałaś od początku, a ja wciąż czekam na tą jedną, jedyną historię, którą doprowadzisz do końca. (PS, wliczam w to wszystkie seksy na pralkach, biurkach i takich tam)
Ar. Arczi, droga Arczi! Twoje groźby zapamiętam do końca życia. W moich koszmarach goniły mnie lisy i zjadały mi moje plany fabuły na kolejne rozdziały. Oczywiście żartuję (albo i nie), ale tak czy siak, gdyby nie Twoje nękanie mnie po nocach, wszystko potoczyłoby się duużo wolniej, a ja nie wiem kiedy bym wróciła do blogowania.
Panienka Livvi. Liv, chociaż Twoim życiowym przeznaczeniem będzie założenie spółki kanalizacyjnej i sfinansowanie dokumentu o odchodach ("Życie w kanałach - historia prawdziwa"), mogę śmiało twierdzić, że przyczyniłaś się do rozwoju tego bloga każdym swoim długim komentarzem!
I wszystkim innym, czyli między innymi Ly, która ma 16 lat i ani roku więcej, Kseni, której zawsze Ciepło, Condawiramurs i Gemmie Francis A., które zacięcie komentują każdy mój rozdział, zostawiając pod nimi masę ciepłych słów, i wielu, wielu innym, których tutaj nie wymieniłam. Nic nie udałoby mi się osiągnąć bez Waszych komentarzy.
(– I tak symbolicznie: moim przyjaciołom, którzy wspierają mnie całym sercem, są ze mną, na dobre i na złe i znoszą moje paplaniny o Harrym Potterze. No i za to, że już drugi rok z rzędu chcą uczcić ze mną mój sukces, dzięki czemu sprawiają, że to najlepszy dzień roku. Bóg Wam to w dzieciach wynagrodzi.)

S JAK STOP DREAMING

Czyli kilka drobnych ciekawostek:

– Nazwa Stop Dreaming powstała całkiem przypadkiem. Napaliłam się na to opowiadanie, więc przez pół nocy robiłam szablon, a potem próbowałam wymyślić cytat, który na nim się pojawi. W końcu kiedy moja praca była skończona i nadszedł czas na znalezienie adresu, miałam w głowie totalną pustkę. Inspirując się grafiką, padło na SD, a ponieważ adres ten był już zajęty, dopisałam na końcu -hp i tadaa!
– Mam mniej–więcej (mniej...) opracowaną fabułę na kolejną część! 
– ...i pewnie mnie zabijecie za to, kiedy będzie jakiś pierwszy "ten" moment Jily, haha. 
– Mam napisane dwie kolejne miniaturki z serii "Listy do Ciebie", a powinny one ukazać się na przełomie marca i kwietnia. Najchętniej dodałabym Wam je tutaj i teraz, ale wtedy na blogu przez kolejne dwa miesiące nie pojawiłoby się pewnie nic.
– Obie miniaturki opisują wydarzenia... po ślubie! Nie mogę zdradzić Wam za dużo, jednak powiem, że ostatnia z całej serii będzie bardzo smutna i analogiczna do epilogu opowiadania (w sumie główną różnicą będzie to, że miniaturka będzie z perspektywy Jamesa, a epilog Lily :) )
– Tak, wciąż zamierzam wydać (sama dla siebie) SD jako książkę. Rok temu sporo osób zgłosiło chęć do zakupienia takiego egzemplarza. W założeniu miałam wszystko zorganizować do tej pory, ale jak to bywa, matura mnie pochłonęła, dlatego zajmę się tym dopiero po 16 maja, czyli po moim ostatnim egzaminie.
– Na blogu pojawi się specjalne ogłoszenie z plikami do pobrania, w których znajdzie się formularz z adresem i danymi, oraz dokument dla rodziców (jeśli to oni będą Wam pomagać w kupnie – chcę się upewnić, że będzie to dobrze zorganizowane). Oczywiście sama nie pobieram żadnych profitów ze sprzedaży, a wszystko to będzie zrobione dla Was, skoro wyraziliście taką chęć.
– Ktoś tęsknił za wybrykami Huncwotów? Zwłaszcza na początku drugiej części, postaram się odbudować ich wizerunek szkolnych rozrabiaków.
– Skończona część pierwsza liczy sobie około 600 stron książkowych ;)
– Najwyższa liczba dziennych wyświetleń bloga do tej pory to... 347!
– Najwyższa liczba miesięcznych wyświetleń pojawiła się w listopadzie i wynosiła 3 tysiące 653 wyświetleń! 

ANKIETA NA NAJLEPSZĄ...
Scenę Jily! Okej, przyznam się bez bicia  nie wiedziałam, że tyle ich będzie. Ale chciałabym po prostu wiedzieć, co Wam się najbardziej podobało :D


OC. To już ze względów chęci poprawienia czegoś co do kolejnej części :)


Postać drugoplanową. Tak jak wyżej!



KONKURS NA WŁASNĄ OC
Pomysł na ten konkurs wpadłam przypadkiem, ale kilka osób, którym o nim powiedziałam, bardzo chciało, żeby się pojawił, więc jest!
O co chodzi? 
Poczynając od dzisiaj, przez najbliższe dwa miesiące, będziecie mieli możliwość zaprojektowania swojej własnej postaci, która będzie mogła pojawić się na kartach tego opowiadania!
Wiąże się z tym jednak jedna, podstawowa zasada – w momencie, w którym zostanie ogłoszony zwycięzca, postać która została wybrana zostaje wzięta pod moje skrzydła. To znaczy, że to ja będę decydować o jej losach, a Wy zrzekacie się do niej praw (naprawdę głupio by mi było, jeśli potem usłyszałabym, ze komuś tą postać ukradłam. To ma być tylko taki mały dodatek, zrobiony dla Was, a dla mnie fajne ćwiczenie, bo w końcu będę musiała operować postacią ze stworzonym już charakterem).
Co należy zrobić, żeby wziąć udział w konkursie?
Wystarczy napisać maila na ten adres: atelierscript@onet.pl
Mail powinien zawierać:
1. Imię i nazwisko postaci.
2. Wiek.
3. Powiązania rodzinne (lub ich brak).
4. Miejsce pochodzenia.
5. Dom w Hogwarcie do którego uczęszcza/uczęszczała postać.
6. Opis wyglądu.
7. Opis charakteru.
8. Różdżka, względnie takie informacje jak: patronus, bogin. 
9. Specjalne hobby, upodobania, ulubiony przedmiot w szkole, wymarzona praca, mniejsze i większe marzenia.
*10. Kim powinna być postać?
11. Inne (jeśli masz jakiś własny pomysł na temat, którego tu nie zawarłam, napisz jaki).
Dziesiąty punkt jest opcjonalny i jako jedyny może być nie brany przeze mnie pod uwagę. Każdy z podpunktów można interpretować dowolnie, chociaż o wiele lepiej będzie się rozpisać :)
Wyniki zostaną ogłoszone przed początkiem drugiej części, a postać pojawi się w niej w, póki co, nieokreślonym czasie.

MŁODZI AUTORZY
Niektórym z nas udaje się dojść do czegoś większego, niż druga rocznica bloga. Kilka dni temu mój znajomy osiągnął właśnie coś takiego – wydał swoją własną książkę. W związku z tym, chciałabym polecić Wam jego dzieło i zwrócić uwagę na to, że wszyscy kiedyś zaczynaliśmy od tego samego. I warto, naprawdę warto mieć marzenia!
Jest rok 2660. Ludzie żyjący w różnych wszechświatach nie są szczęśliwi – ich życie jest zautomatyzowane i pozbawione wszelkich emocji. Już od pierwszych dni życia zażywają preparat, który zabija w nich zdolność kreacji oraz odczuwania. Zwolenników prawdziwego człowieczeństwa jest niewielu. Chcą nadać światu inny wymiar, ale ceną jest zgładzenie miliardów ludzi…

W roku 2660 wykryto po drugiej stronie Septium cywilizację. Ona także walczyła o przetrwanie. Pozbawiony sumienia i emocji rząd wydał rozkaz zniszczenia owej rasy. Wyścig zbrojeń trwa po dziś dzień, a imię projektu śmierci brzmi: M. E. S. J. A. S. Z.




POD OSŁONĄ ŚWITU
To chyba najbardziej stresująca dla mnie część dzisiejszego postu. Po trzech godzinach szykowania tego wszystkiego co przeczytaliście powyżej jestem już zmęczona, ale wciąż staram się ubrać to ładnie w słowa. I mam nadzieję, że mi się udaje.
Zanim pojawią się głosy oburzenia Pod osłoną świtu nie zastępuje mi Stop Dreaming. I nigdy nie zastąpi. Nie jest też tak, że olałam SD, niby nie mam czasu, a teraz nagle coś piszę. To, co mam napisane, pisałam w wolnych chwilach, a cała przygoda z POŚ zaczęła się już rok temu. Do tej pory utrzymywałam to w tajemnicy i o wszystkim wiedziała tylko moja jedna przyjaciółka. A teraz zdecydowałam się podzielić tym z Wami :)
Większość informacji umieściłam już na miejscu, więc jedyne co pozostaje mi zrobić, to zaprosić Was do zapoznania się z moim nowym dziełem, również powiązanym z tematyką potterowską.
Urodzenie się w szlacheckiej rodzinie równało się z oddaniem swojego życia w czyjeś ręce. Jeśli wychowywano cię w jednej z nich, dobrze wiedziałeś, że prędzej czy później będziesz musiał pogodzić się z brakiem wolnej woli. Zazwyczaj był to wiek ośmiu lat. Czystokrwiste dzieci, bo tak mówiono na nas w towarzystwie, były wtedy wprowadzane w życie swojej rodziny, mogły brać udział w uroczystych obiadach i galach. Ja straciłam kontrolę nad własnym dużo wcześniej.
Dopiero w moje siedemnaste urodziny w końcu pozwolono mi dowiedzieć się prawdy. Według tradycji, zostałam wtedy oficjalnie wprowadzona do mojego rodu, a każda tajemnica miała stanąć przede mną otworem. Miałam poznać jeden, jedyny cel.
I poznałam. Było nim doprowadzenie do upadku Czarnego Pana.
Rok później cały ślad po moim istnieniu zniknął z powierzchni Ziemi. Nie zachowały się żadne zapiski, zdjęcia, czy wspomnienia, świadczące o tym, że kiedykolwiek istniał ktoś taki jak ja.
Zniknął każdy dowód, oprócz mojego słowa. Głupiego nazywam się Yvesanne Marie Rieux i oto moja historia.


No i nie pozostaje mi nic innego na koniec, jak pożegnać się z Wami.
Jeszcze raz dziękuję, za każde ciepłe słowo, komentarz, wyświetlenie, czy polubienie na facebooku. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.

sobota, 20 lutego 2016

Czerwień Twoich włosów

{miniaturka}
z serii "Listy do Ciebie"

Ciepły wiatr zawiał od strony dziedzińca, zarzucając rude pukle na Twoją twarz. Z jękiem odgarnęłaś je z czoła, włożyłaś za ucho i jak gdyby nigdy nic wróciłaś do studiowania podręcznika. Mary chichotała cicho, siedząc o cal za blisko Remusa, który oblany rumieńcem wpatrywał się w jej rozradowaną twarz. Co chwile spoglądałaś w ich stronę, a potem z uśmiechem wracałaś do swojego wypracowania. 
Wreszcie, też miałem już dość ich podchodów.
Maryl, Clarie i Dorcas już trzeci dzień męczyły Syriusza, chodząc za nim jak małe kaczuszki szukające swojej mamy. Łapa miał dość, ciągle tylko zawracał mi głowę tym, jak bardzo Gryfonki przeszkadzały mu w dobraniu się do tej uroczej Puchonki z szóstego roku, którą upatrzył sobie jakiś czas wcześniej. Nawet nie wiesz jaki potrafił być w tym uparty. Kiedy już myślałem, że da mi spokój, ten nagle zaczynał swoje wywody od nowa, skupiając się tym razem na takich szczegółach jak to, która z nich powiedziała jaką kwestię, która złapała go za ramię, a która udawała, że mdleje na jego widok.
– To może spróbuj umówić się z jedną z nich. Mina im zrzednie i się w końcu odczepią – zaproponowałem, jednak Black (jak to Black) pokręcił głową.
– No co ty, te krwiożerce bestie?! Tylko na to czekają! Zobaczysz, zaraz by się rozniosło, że wielki Syriusz Black został osiodłany. Z resztą, ehh, kogo ja pytam o radę. Nie dość, że przez tyle czasu uganiałeś się za JEDNĄ LASKĄ, to jeszcze jesteś ode mnie młodszy, szczeniaku, więc nie podskakuj.
– No, żebyś się sam szczeniaków nie nabawił kiedyś – zachichotałem, za co mało nie oberwałem. – Z resztą, moja skuteczność wynosi sto procent, w przeciwieństwie do twojej. Ile ci już odmówiło, co, Łapciu?
– Jakby policzyć ile razy Lilka ci odmówiła, to pewnie wyszłoby na to samo. Co ona widzi w takim przygłupie – dodał.
Widzisz, co ja musiałem z nim przeżywać? 
No cóż, tak czy siak szybko się zemściłem, podsuwając dziewczynom kilka pomysłów na to, gdzie Black może znikać wieczorami. Żebyś widziała jego minę, kiedy go dorwały!
Ale wtedy, wtedy było inaczej. Nie potrafiłem słuchać jęków Łapy, nie przejmowałem się tym, gdzie znowu zniknął Peter, jak idzie Remusowi, co z naszym treningiem quidditcha i nową strategią, która niedokończona leżała na dnie mojej torby. Tamtego dnia mogłem jedynie patrzeć na Ciebie, na Twoją skupioną twarz i szalejące na pierwszym, ciepłym, wiosennym wietrze rude włosy, a moje serce biło szybciej i szybciej. Wiesz, długo zastanawiałem się co się zmieniło. Co sprawiło, że popatrzyłaś na mnie w ten sposób. I była to dla mnie zagadka nie do rozwiązania.
Ale tamtego dnia nawet to się nie liczyło. Byłaś po prostu Ty, cicha i piękna, Lily z moich marzeń. 
Powoli odłożyłaś pióro i oparłaś się na wyciągniętych do tyłu rękach. A potem uniosłaś wzrok i spojrzałaś prosto na mnie. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Odchyliłem się do tyłu, krzyżując nogi w kostkach, a ramiona ułożyłem na kamiennej barierce. Przechyliłaś głowę, tak cudownie marszcząc nos, a ja przysiągłem, że mógłbym oddać całą fortunę świata, żeby dowiedzieć się o czym myślisz. 
– Skończyłaś? – spytałem, a Ty jedynie kiwnęłaś głową, chowając słowa za kurtyną rozbrajającego uśmiechu. Poczułem jak moja dolna szczęka opada, a Ty jedynie zachichotałaś cicho.
– Zamknij buzię, Rogasiu, bo jeszcze jakaś zbłąkana mucha do niej wleci – rzuciłaś wesoło, a ja poczułem, jak szczęście wypełnia mnie bezgranicznie.
– Sama możesz spróbować ją zamknąć – zanuciłem, przekrzywiając głowę. Chwilę wahałaś się, a potem powoli wstałaś i podeszłaś bliżej mnie. Widziałem, jak spoglądałaś na naszych przyjaciół, jednak każdy był zajęty sobą. Wciąż krępowałaś się, kiedy ktoś patrzył na nas razem. – Chodź tutaj – szepnąłem, wyciągając w Twoim kierunku rękę, którą delikatnie ujęłaś, a potem usiadłaś na moich kolanach. Patrzyłem w Twoje oczy i zastanawiałem się, czym sobie na to zasłużyłem? Na taką cudowną istotę, na kogoś tak mądrego, pięknego i czułego. 
Nigdy nie byłem Ciebie wart, Lily. I nagle było to takie oczywiste, że aż zakuło. 
Ale Ty, jakbyś wiedziała o czym pomyślałem, uniosłaś rękę i dotknęłaś nią mojego policzka. 
Wiatr ponownie zawirował wokół nas, a czerwony ogień Twoich loków zasłonił wszystko inne. Kiedy patrzyłem w Twoje błyszczące oczy i rozchylone, rozedrgane z emocji usta poczułem się tak, jakby nic innego nie miało prawa istnieć, jakby nikt inny nie mógł być szczęśliwy. Bo jak, skoro całe szczęście świata siedziało na moich kolanach?
I kiedy byliśmy już tylko cal od siebie, Black krzyknął coś o dwóch gołąbkach i o tym, żebyśmy sobie nie przeszkadzali. Poczułem, jak zesztywniałaś, a potem nabrałaś powietrza, chcąc się odsunąć.
– Nie – szepnąłem, łapiąc Cię za nadgarstek prawej ręki, którą właśnie zabierałaś. Spojrzałaś na mnie radośnie, a ja przyciągnąłem cię bliżej i szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziałem, że będę musiał jeszcze chwilę poczekać, aż sama wykonasz pierwszy krok, ale nie przeszkadzało mi to. Dopóki byłaś moja, mógłbym czekać i kolejnych milion lat.
A kiedy powoli musnąłem swoimi ustami Twoje, a ty westchnęłaś cicho, świat jakby zatrzymał się w miejscu, otulając nas czerwienią Twoich włosów. I w końcu byłem pewny, że choćby się waliło i paliło, póki będziesz ze mną, będę szczęśliwy.



Hej wszystkim!
Mam ferie, co w zasadzie powinno oznaczać, że mam dużo czasu. Oczywiście jest na odwrót.
Pracuję nad czymś specjalnym na drugą rocznicę i mam cichą nadzieję, że mi się uda zrealizować mój mały plan, ale jak to bywa, kiedy bardzo czegoś chcę... no cóż, nie wszystko idzie po mojej myśli.
To druga już miniaturka z serii Listy do Ciebie, która czekała sobie w wersji roboczej już ponad miesiąc, aż w końcu stwierdziłam, że zrobię Wam małą niespodziankę - i jest!
Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
Póki co zapraszam Was na facebooka i wattpada, no i do zobaczenia za trzy tygodnie przy drugiej rocznicy Stop Dreaming!
Buziaki, Wasza,
                                       Atelier

wtorek, 26 stycznia 2016

W objęciach

{miniaturka}

Szłam opustoszałymi błoniami, napawając się promieniami słońca padającymi na moją twarz. Maj dobiegał końca, a co za tym idzie temperatura sięgała już w miarę przyjemnych wartości. Uśmiechałam się pod nosem, wyciągając głowę do góry, kiedy ciepły wiatr rozwiewał moje włosy. Byłam pewna, że to własnie tego będzie mi brakować najbardziej. Uczucia bezpieczeństwa i bliskości z moimi przyjaciółmi. Westchnęłam cicho pod nosem, otwierając oczy, które błogo zamknęłam kilka sekund wcześniej. Został mi tylko miesiąc, żeby się tym nacieszyć. A potem miałam opuścić to miejsce już na zawsze.
Moje serce przepełnił smutek tak wielki, że przez chwilę miałam ochotę się rozpłakać. Każda komórka mojego ciała krzyczała "nie chcę stąd odchodzić!", a ja nie mogłam nic na to poradzić. Spojrzałam na jezioro, które połyskiwało w promieniach popołudniowego słońca i uśmiechnęłam się na wspomnienie wszystkich tych chwil, które nad nim spędziłam. 
- Dam ci knuta za twoje myśli - usłyszałam w momencie, w którym czyjeś ręce owinęły się wokół mojej talii.
- Są warte przynajmniej galeona - zachichotałam, a James obrócił mnie w swoim kierunku i zmarszczył nos. - Teraz pytanie, czy cię na nie stać?
- Ehh, chyba oddałem ostatniego złociaka Syriuszowi - zamyślił się Gryfon. - Ale może mógłbym zapłacić w innej walucie?
- Na przykład? - spytałam zadziornie, a James uśmiechnął się szeroko. Jego brązowe oczy migotały wesoło, a kruczoczarne włosy były w jeszcze większym nieładzie niż zazwyczaj, o ile to w ogóle możliwe. 
- Hmm - mruknął, przybliżając się do mnie. - Na przykład w takiej.
Poczułam na swoich ustach delikatne muśnięcie jego własnych i wstrzymałam oddech. Wciąż nie przywykłam do tej bliskości, a każda jego pieszczota sprawiała, że moje serce zaczynało bić szalenie szybko, nie mówiąc już o żołądku, który wykonywał obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni. Westchnęłam cicho, a brunet uśmiechnął się w moje usta i nasilił pocałunek, delikatnie wplatając swoją lewą dłoń w moje włosy.
- Bo się roztopisz - zachichotał cicho, kiedy odsunął się ode mnie, a na moje policzki wpłynęły wielkie rumieńce. Pokręciłam głową zażenowana i w żartach uderzyłam go w ramię, a on złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą tak szybko, że zanim się zorientowałam oboje leżeliśmy na trawie. Wybuchłam gromkim śmiechem, kiedy chłopak przytulił mnie mocno, a potem ułożyłam głowę na jego piersi i spojrzałam w niebo pełne białych obłoków.
- Myślałam o tym, że to już koniec - szepnęłam po chwili. Gryfon spojrzał na mnie pytająco, a ja oparłam się na rękach i uśmiechnęłam smutno. - Niedługo wszyscy się rozejdziemy...
- Nie mów tak - szepnął. 
- A nie mam racji? Och, został tylko miesiąc i...
- Lily - mruknął, podnosząc się i zmuszając mnie do zrobienia tego samego. Po chwili zmarszczył brwi i usadził mnie między swoimi nogami, przytulając do swojej klatki piersiowej z taką siłą, że aż zabrakło mi tchu. 
- Dusisz mnie - wyjąkałam, a on zaśmiał się głośno. - Puść mnie, albo...
- Kocham cię - szepnął cicho, a ja znieruchomiałam. Poczułam jego palce błąkające się po moim udzie i delikatnie wsuwające się pod materiał mojej spódniczki, a po moim kręgosłupie przeszedł szereg przyjemnych dreszczy. Rogacz zaczął zataczać małe kółeczka, sięgając coraz wyżej i wyżej, a potem pochylił się i ustami odnalazł moje.
- James - westchnęłam, kiedy moje serce miało ochotę wyrwać się z piersi.
- Kocham cię - powtórzył, muskając moją dolną wargę, a potem przygryzając ją delikatnie. - Kocham cię i żadna siła mnie od ciebie nie odciągnie. Nie rozejdziemy się, nie stracimy tego co mamy. A jeśli będzie trzeba porwę cię i zamieszkamy razem, codziennie będę budził cię pocałunkiem, przynosił śniadanie do łóżka, na rękach zanosił cię wszędzie tam, gdzie będziesz chciała iść. I kiedy nie będziesz miała już sił na nic, a ja znów ułożę cię w pościeli, zrobię wszystko by sprawić, żebyś poczuła się dobrze.
Moje policzki zapłonęły czerwienią, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały. James zabrał rękę z mojego uda (która, tak notabene, zabrnęła już trochę za daleko) i oblizał usta, uśmiechając się zabójczo, a mi zrobiło się słabo.
Właśnie takiego go uwielbiałam. Tak, przepadałam za nim, kiedy był troskliwy i romantyczny, ale to w tym Jamesie się zakochałam - w Huncwocie, który unosząc jeden kącik ust do góry zdawał się zdobywać serca wszystkich dziewczyn w obrębie mili. A jednak on widział tylko mnie i każde spojrzenie roziskrzonych oczu kierował w moim kierunku. A ja zatraciłam się w nich, pozwalając, by porwał mnie ich nurt, który niezmiennie od samego początku był dla mnie tajemniczy, nieznany i ekscytujący.
I nawet w obrębie tych nielicznych dni, kiedy dane było nam być razem, nigdy nie żałowałam, że w końcu dałam mu szansę. James Potter był miłością mojego życia, stał się opiekuńczym, wytrwałym, dojrzałym i odważnym mężczyzną, wspierającym mężem i cudownym towarzyszem, a jednak do samego końca pozostał jednocześnie tym samym zadziornym chłopakiem, który skradł mi serce, przy okazji składając mi własne u moich stóp. I gdybym miała wybierać i po tysiąckroć umierać w okropnych męczarniach, zrobiłabym to, byleby wrócić do tej chwili na błoniach, kiedy jeszcze całkiem niewinna leżałam w jego objęciach, a jego usta wyznaczały ścieżkę po mojej szyi, pozostawiając na mnie swoje piętno, którego już zawsze miałam pragnąć.
Kiedy wspominałam tamten dzień, wiedziałam, że odkąd pierwszy raz na mnie spojrzał, byłam stracona, chociaż jeszcze nie miałam o tym pojęcia. Broniłam się długo i wytrwale. W końcu dobrze wiedziałam, że James Potter był zdobywcą. Był tym, przed kim każda mama ostrzegała swoją córkę w dzieciństwie i tym, czego pragnęła każda dziewczyna przed zaśnięciem. Niewiele osób potrafiło dostrzec w nim zmianę, jaka zaszła na przełomie szóstego i siódmego roku. Nawet mi zajęło to o wiele za dużo czasu. I dopiero będąc w jego objęciach zrozumiałam, że od zawsze brakowało mi tylko tej jednej rzeczy.
Moje życie zawsze było trochę zbyt ułożone. A on sprawił, że pokochałam bałagan, który w nie wprowadził.



Witajcie!
Minęły już trzy tygodnie od skończenia pierwszej części, a ja czuję się jak na odwyku. Brakuje mi pisania, jak cholera!
Dlatego (w tajemnicy) powstało to coś powyżej. Taka mało zobowiązująca miniaturka. Pomyślałam sobie, że skoro jest, to ją dodam, taki oto nieplanowany dodatek :)
Tekst z myślami się powtarza, ale uznałam, że to mogłaby być taka "ich" rzecz - i na pewno wykorzystam to jeszcze w kolejnej części!
Dzisiaj nie będę już przedłużać. Mam w planach odezwać się niedługo z małą niespodzianką w związku ze zbliżającą się małymi krokami rocznicą, ale o tym dopiero za jakiś czas. Trzymajcie się i do usłyszenia!