Prawie pękło mi serduszko, jak weszłam tu z myślą, że sprawdzę co słychać na SD, bo w końcu minęła nam 12 rocznica i zobaczyłam te piękne peaki w wyświetleniach w ten i zeszły piątek.
Wiecie, w świecie, w którym blogi praktycznie obumarły, a dowodzenie przejęło krwiożercze publikowanie na Wattpadzie i AO3, ciężko czasem określić czy ktoś jeszcze na te blogi zagląda. Czasem łapię się na nadziei, że przecież na pewno ktoś wchodzi, ale potem sprawdzam statystyki i widzę, że wejścia przyszły ze Stanów, albo Indii i myślę sobie - pewnie boty. A jednak, w takie dni jak ten, nie mogę zaprzeczyć, że jednak jest tam ktoś, kto czyta i pamięta, kto wie, co to za dzień ten 9 marca, kto zagląda, żeby sprawdzić, czy nie pojawiło się nic nowego. I dlatego pęka mi serducho, bo zawsze wtedy czuję się tak, jakbym zawiodła.
Wiele się zmieniło odkąd tu ostatnio do Was pisałam, a na pewno pojawiła się w moim życiu jedna rzecz, która wiele wyjaśniła - diagnoza ADHD. I chociaż wciąż odkrywam miliony sposobów na które ADHD wpłynęło na moje życie, wiem, że jednym z nim były manie i hiperfiksacje na pisanie. Nie oznacza to, że pisanie nie jest nieodłączną częścią mojego życia, ale za to oznacza, że często po tych hiperfiksacjach przychodził spory dołek i potem miesiącami nie mogłam patrzeć na pisanie. Wyjaśniałoby to, jakim cudem udało mi się napisać 100 tysięcy słów w 4 miesiące, a potem zniknąć na 2 lata. Wyjaśniałoby dlaczego w między czasie podjęłam się milionów hobby włącznie z digitalowym rysunkiem, szydełkowaniem, robieniem na drutach, czytaniem, graniem w gry. I wciąż staram się pogodzić z tą nową rzeczywistością, w której więcej rozumiem o tym, czemu tyle razy gapiłam się w ekran i ani jedno słowo nie spływało z moich palców na klawiaturę.
A jednak nie potrafię sobie powiedzieć, że to tyle, bo jeśli jest jedna rzecz w mojej życiu, której trzymałam się do tej pory, to obietnica, że nie porzucę SD. Że cokolwiek by się nie działo, nie będę jedną z tych, które odpuszczą i któregoś dnia znikną na dobre. I chociaż wciąż i wciąż wpadam w tą samą pułapkę, a potem widzę, że ostatnia data na stronie głównej już dawno się przedawniła, nie mogę przyjąć do wiadomości, że miałoby się to tak skończyć. Wydaje mi się, że mówię to już jak zdarta płyta i nie pozostał już nikt kto mi uwierzy - ale naprawdę tak jest. Naprawdę nie chce odchodzić.
Więc tego nie zrobię. Zamierzam wrócić. Tak, wiem, mówiłam to już milion razy i milion razy zawodziłam, ale naprawdę marzę, żeby któregoś razu w końcu zamknąć tą opowieść w prawdziwy sposób. Niesie ona historię mojego dorastania, przeplata się z tym, jak uczyłam się pisać. Zaczyna się ciężko, ma wzloty i upadki, a potem znów zawodzi wydawać by się mogło, że na samym szczycie. Pokazuje kim byłam przez te 12 lat, jak się rozwinęłam jako pisarka i opisuje najszczęśliwsze momenty mojego życia. I chciałabym ją dokończyć, nawet jeśli oznaczałoby to, że niewiele osób ją przeczyta - bo tyle czasu już minęło, że nie wiem, jakie są realistyczne szanse na oczekiwanie grona czytelników.
Mam wielką nadzieję, że w tym roku rozpocznę farmakoterapię i pomoże mi ona ujarzmić tego potwora w mojej głowie. Jednocześnie wiem, że żeby to się wydarzyło i żeby te aspekty mojego życia się wyprostowały, wiele rzeczy musi ułożyć się w konkretny sposób. Dzielę się tym z Wami, bo SD zawsze było moim bezpiecznym miejscem i wiem, że mogłam tu przelać swoje żale i marzenia. Iskrzy się we mnie malutka nadzieja, że jeśli uda mi się ustabilizować kwestię ADHD, pisanie stanie się prostsze. Bardziej... naturalne. Nie będę już zachowywać się jak dzikie zwierzę, jakbym była na haju, raz nie mogąc żyć bez pisania po kilka godzin dziennie, raz nie mogąc patrzeć na klawiaturę.
Waham się pomiędzy "nie mogę obiecać daty" a podaniu Wam jakiegoś konkretnego dnia, którego mogłabym się trzymać. Wiem, że nie radzę sobie dobrze z deadline'ami, które sama ustawiam, a z drugiej strony bez nich nie potrafię dobrze funkcjonować, o ironio. Ale może umówmy się tak - wrócę tutaj w ostatni piątek kwietnia z updatem. Czy będzie to nowy rozdział, czy informacja kiedy się takowego spodziewać, to się okaże. Ale naprawdę chce tutaj wrócić.
Choćby nawet po to żeby skończyć 2 część.
W końcu zostały nam tylko 3 rozdziały.
I nie oznacza to, że 3 część ma małe szanse na powstanie. Wręcz przeciwnie - jest wiele rzeczy, które już dla Was zaplanowałam.
Dziękuję za to, że jesteście.
I dajcie znać, jeśli to czytacie - miło będzie przywitać się ze znajomymi nazwami użytkowników. Bardzo za tym tęskniłam.
Wasza na zawsze,
Atelier